niedziela, 8 stycznia 2017

Adrenalina



Epinefryna

          Chciałabym iść do kina. W Polsce, dla jasności. Być tutaj mogę często, ale ja często być ochoty wcale nie mam. Najczęściej. Bo ja bym chciała właśnie na polską kinematografię. Jasne, mogę obejrzeć gdzieś na internetach, ale co tu porównywać internety do dużego ekranu. Takim, że aż w uszach jest czuć ten powiew wiatru, dźwięk pędzącego samochodu i uderzenia pięści (czasem pioruna), szept kochanka, ale to wszystko po polsku. Po mojemu. Pójść na przedstawienie, na film, na sztukę. Zrozumieć ten mrrrrr, mrrrauu i brrrrrr, brruuum. Odegrać sztukę, sam na sam lub razem. Sztukę, która stanowi estetyczny i dydaktyczny wydźwięk. Wiesz jaki. Do teatru i do kina. Słuchać, rozumieć bohaterów i wgłębić się w ten art. Sztukę po polsku, bo "art" to jednak jakiś-takiś nijaki w porównaniu do samego wydźwięku słowa "sztuka". Mojego wydźwięku. Ale to ja. Można, jakoś tam, i to nawet jakoś dobrze, ale wciąż niewystarczająco dla mnie. Mocno, głęboko, podświadomie.
Może nie powinnam być Klaudia-Maria, a "Ale-To-Ja". Aletoja, Ale, Ala. A, Adrenalina też może być. Ale już nie mogę tego rozpoznać.
          A może jednak Adrenaliny nie ma? Lub po prostu adrenaliny. Nadnercza już nie mają na co reagować, bo obiekt nie reaguje na bodźce. Reakcja na bodźce jest przede wszystkim na podstawie zmian temperatur, intensywności i składu chemicznego. Bodźce mechaniczne, też. Brzmi jak regułka, prawda? Bo regułką jest, prawdą rozumianą po latach. Co w biologii to nie zginie. Niepodejmowanie działania, które mogłoby podlegać ocenie. W psychologii też nic nie zginie, bo wszyscy jesteśmy jej poddani. I w matematyce, bo oceniamy działania, a te wyniki to klasówki.  A może jej nigdy nie było.
          Poddani. Pan. Pani. Komu poddani? Jemu? Jej? Każdy sam sobie?
          A może Pani "A" jednak jest. A może nie. A może obejrzę film? O szóstej rano, bo spać nie mogę. A myśli... Same "A" i "a". Wielkie i duże litery. Wzniosłe i prozaicznie. Ósmy stycznia, słońce jeszcze nie wzeszło, dwa tysiące siedemnasty. Początek roku pozycjonuje na równi z literą "A" w polskim abecadle. W tekstach staropolskich nosił nazwę obiecadło. A co to jest to "a"? Początek alfabetu na pewno. Czy obiecanki? Tych nie słucham. Bo początków to ja miałam już dużo. Obiecanek też. Początków wszystkiego - fajnego i chujowego. Obiecanek, tak samo w chuj dużo. Ładnie, brzydko lub normalnie powiedziane. Lub po mojemu. A w przekleństwach nic złego nie widzę. Przecież to ekspresywizmy. Trzeba tylko pamiętać co powiedział prof. Bralczyk - używane zbyt często, tracą swoją moc. A ja "mam tę moc". Byłoby szkoda, ale to jak ze wszystkim co wiąże się z pewną rutyną. Jest mi lżej jak jakaś "kurwa" poleci czasem z moich ust. A kto w ogóle wymyślił przekleństwa? Dlaczego "kurwa" nie jest "choinką"? Tak w temacie świąt. "Wazon" to nie "bongo", a "dupa" to nie "dobra laska"? Laska służy podpieraniu, kobieta jest laską, więc płeć żeńska jest kręgosłupem? Albo żebrem, jak Ewa. Nieśmiałość to zaprzeczenie odwagi? Nie. Wszystko nie. I tak. Lubię słowo "walka", "zdobywanie". Be a lion, not a sheep. Bo "walczę sam ze sobą i całym światem".
          Taki świat, przekleństwa, nasz słownik, świat małych i dużych ludzi. Świat prymitywów i inteligencji - często Ci pierwsi uosabiają się z tymi drugimi, to się nazywa pewność siebie. Można by było rzec - uczmy się, ale nie podążajmy.


Napisała, powiedziała, pomyślała, przeanalizowała - ja. Klaudia Maria Zgud

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"nie obrażam się na hejty jak na chmury za deszcz"
BISZ