środa, 1 czerwca 2016

Dzień dziecka

      Moi rodzice poznali się 10 listopada 1990 roku. 26 stycznia następnego roku, wzięli ślub. Dwa i pół miesiąca wystarczyły by dokonać właściwego wyboru. "Musisz poznać serce, musisz poznać normalnie człowieka, nie Tinder!" - słowa mojej mamy.
      23 października 2009 roku (w piętnaste urodziny mojego tymczasowego chłopaka, do dziś przyjaciela) Tata przyjechał z rejsu chory, a po dwudziestu jeden dniach zmarł - dokładnie 10 listopada 2009 roku.
      Po 19 latach. Jak go zabrali karetką do szpitala, właśnie w tą noc śnił mi się On. Mamie też. Mnie - że żegna się ze mną, odprowadzał mnie na korepetycje z chemii. I mnie przytulał, w takim aksamitnym dresiku, chyba zielonym. Tak mu wygodnie w tym było, tak przynajmniej to wyglądało. Tak na nim.
      A mamie się śniło, że ona odprowadza Go na karetkę, taką wojskową. Jeepa takiego, wojskowego, zielony taki stary. Polski, wojskowy dżip-karetka. I się przytulili też do siebie, tak jak i ja w tym moim śnie, i też w dresiku był. Takim miękkim. No jak nie on, bo przecież on w dresikach nigdy nie chodził, nie nosił takich. Elegancki był z Niego mężczyzna. Przykładny mąż, wspaniały ojciec, dobry syn i brat. Kochany no, a ja taka po nim. I też po nim nerwowa, i wybuchowa, i dobra, i pracowita, no i przede wszystkim skromna. Wiem kim jestem, tak. I po kim.
      Nie wierzę w przypadki. Ciągle tego doświadczam, jest to po coś. Coś jest po coś, jak w tym przysłowiu. Taka magia towarzyszy mi od kilku lat. Ta rzeczywistość, te sny... To dzieje się ciągle. Do tego jeszcze powrócę.
      Dzisiaj dzień dziecka. Odważyłam się zacząć pisać. Nawet nic nie myślę jeszcze o publikacji gdzieś tam (przeszło to przez myśl któregoś dnia, a nawet przez zęby wydusiłam to kiedyś, ale to dawno już). Ale zaczęłam. Oglądam właśnie mecz Polska - Holandia. Jest 1:1. Jestem Polką, mieszkam w Holandii. Jeden : jeden.
To taki wstęp.


      Kurwa, jest dwa - jeden. Dla Holendrów. Niech ich tego tamtego. Ale to tylko mecz towarzyski. A Szczęsny to się rozkojarzył bo zakochany, tak. Marina jest piękną kobietą, gratulacje. Wybaczam raz, no ale drugi... Panowie, dawać dawać! A Wy - Holendrzy, nauczcie się wymawiać nazwiska poprawnie! Bo pewnie, jak Polak źle wymówi zagraniczne nazwisko to siara i w ogóle nawet po angielsku pewnie nie umi gadać, no i nieuk. Zły dziennikarz. Powodzenia. :)



snapchat/instagram: k_m4ry



3 komentarze:

  1. Ładny wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O ja zajebista spódnica! ;)


    U mnie nowy post!
    http://onlymymotivation.blogspot.com/ ;)

    OdpowiedzUsuń

"nie obrażam się na hejty jak na chmury za deszcz"
BISZ