piątek, 31 stycznia 2014

było tak dobrze czuć wszystko

Byłam zła, zmarznięta, brzuch prosił o coś ciepłego do zjedzenia i źle się czułam. Lodowate płatki śniegu muskały moją twarz, mając sprzymierzeńca w wietrze. Buty nagle zaczęły uwierać, a torba wydawała się jeszcze cięższa niż zwykle. Chciałam po prostu znaleźć się jak najszybciej w domu. Powiedziałam sobie stop, nie pomagasz sobie takim gadaniem. Zatrzymałam się i spojrzałam w niebo. Odrzuciłam wszystkie myśli i wyciszyłam się. Jak dobrze jest żyć. Jak dobrze jest mieć szansę marznąć i gdzieś się spieszyć. Wiedzieć, że jeszcze tyle przede mną. Po prostu odrzucić głupie problemy dnia codziennego i pomyśleć o pozytywach. Zdjęłam czapkę, a śnieg łaskotał mnie delikatnie w głowę i zarumienione policzki. Jak cudownie było poczuć... beztroskę. I nagle dziwnym trafem zrobiło mi się gorąco i chciałam, aby ten prozaiczny moment trwał jak najdłużej. Było mi tak dobrze... czuć wszystko. I jednocześnie nie myśleć o niczym ważnym.

Bo z pozoru nieważne rzeczy najbardziej na nas wpływają.
Więcej uśmiechu. To nic nas nie kosztuje, a potrafi zmienić tak wiele. 






oficerki - Tamaris + paski Gino Rossi | jeansy - Zara | futro - vintage | torebka - vintage | sweter - Atmosphere | czapka i komin - H&M

środa, 29 stycznia 2014

moje psy

Pierwotnie post miał przedstawiać  moje ubrania, a nie psiaki, ale nie mogłam im się oprzeć, kiedy zaczęły same się wpychać pod obiektyw... :D 
 

Oto przedstawiam Wam moje dwa największe skarby - Maxwella i Cookie!
Nie wyobrażam już sobie bez nich życia, bo nikt nie wita w domu tak szczerze i z taką miłością, jak one. 

 No dobrze, może zacznę najpierw od ich krótkiej charakterystyki.

Na pierwszy ogień idzie Cookie - nie dlatego, że ją wyróżniam. Po prostu kobiety mają pierwszeństwo.

Cookie urodziła się 8 września 2013 roku i ma 4,5 miesiąca. Jest rasową Chihuahuą krótkowłosą. Do mojego domu trafiła w sumie zupełnie przez przypadek. Znajoma jest posiadaczką suczki tej właśnie rasy i pewnego dnia dowiedziałam się, że spodziewa się potomstwa. Nigdy jakoś nie przepadałam za małymi pieskami (nie to, że nie lubiłam - po prostu darzyłam większą sympatią duże rasy zapewne ze względu na Maxa), ale kiedy zobaczyłam jednodniowe szczeniaki, po prostu się zakochałam - od pierwszego wejrzenia. 



Patrząc na to zdjęcie chyba mi się nie dziwicie, co? Dodam, że Missi (mama) na tym zdjęciu waży ok. 2,5 kg to wyobraźcie sobie jak malutkie były te szczeniaczki. :) Najbardziej w oko wpadła mi właśnie brązowa kuleczka i od tamtej pory wiedziałam, że będzie moja! 

Takie oczka robi, kiedy całuję ją po szyi, bo to jej ulubione miejsce. 

Gdy otwieram lodówkę lub szeleszczę czymś w kuchni, Cookie jest przy mnie pierwsza, a Maxwell dogania ją po kilku sekundach. ;)














Teraz czas na mojego pierworodnego.

Maxwell  jest rasy labrador retriever. 15 lutego skończy dziesięć lat, mimo to wciąż wygląda i zachowuje się najwyżej na cztery. Dlatego zapewne jest prawiczkiem. Nazywam go takim "dużym dzieckiem", bo najchętniej ciągle by się przytulał i bawił. Śpi oczywiście ze mną, co nie jest takie komfortowe, gdy 40 kg żywej wagi położy mi się na nogach. ;) Ogólnie mogę go nazwać psem idealnym, nie licząc jego zachowania na spacerach. Nasz spacer wygląda dokładnie tak (z tym, że ja też latam z nim od prawej do lewej i odwrotnie):





Jednak, kiedy przychodzi co do czego, to udaje biednego, jakby działa mu się krzywda.






Patrzyli się oczywiście na mnie, kiedy coś jadłam. ;)


Ich ulubiona miejscówka w domu, kiedy świeci słońce (Cookie robi zimny łokieć).


Widać kto dominuje w tym związku. ;)


Dosłownie...




Jutro po południu mam zamiar zrobić zdjęcia w końcu na dworze, więc następny post będzie na pewno ze stylizacją. Przede mną jeszcze tylko dwa egzaminy i FERIEEEE. :D Do następnego!



buty - Adidas Originals | sukienka - sh | bluzka - Bershka

poniedziałek, 27 stycznia 2014

niedziela, 26 stycznia 2014

śśśśwo



 

FACEBOOK

INSTAGRAM 

 


Za oknami przepiękna aura - śnieg iskrzący się w słońcu, który aż prosi o to, by być tłem do zdjęć. Niestety, nie jestem aż takim hardkorem, żeby wietrzyć się w bluzeczce przy -20 na zewnątrz. Sesję na dworze postaram się zrobić, jak skończy mi się sesja na uczelni. Do tego czasu będę Was zanudzać zdjęciami robionymi w domu. Do miłego!

bluzka, spódnica i buty - Zara | kapelusz - Reserved | rajstopy - Atmosphere | zegarek - Citizen




czwartek, 16 stycznia 2014

kto bogatemu zabroni

FACEBOOK

INSTAGRAM

______

G O L D 


w dzisiejszym odcinku sesja na tle sztabek złota
sie gra, sie ma
bo kto bogatemu zabroni?

______



moje postanowienie posesyjne (czyt. ferie JAK ZDAM): uczę się robić dobre zdjęcia! a przynajmniej lepsze niż to co prezentuję obecnie.

______










marynarka - vintage | siatka - lumpeks | kamizelka - h&m | bluzka myszka miki - h&m | bluzka homies - mosquito | bluza - zara | spódniczka jeansowa - levis

wtorek, 14 stycznia 2014

problemy blogjerki

CYTAT NA DZIŚ:

"Choćbyś czegoś najmocniej pragnął, czasami nie da się tego ziścić."
- Pamietajokto Coelho Blogspoto Com 




Post z serii: problemy blogjerki.




No to jedziem.


1. MIEĆ JASNE ODROSTY 
(nie, nie na nogach, ale też mogłyby być)



Chciałabym (tak bardzo pragnę) mieć jasne odrosty na głowie. Mógłby być to nawet kolor przypominający mysz. Chciałabym móc farbować się na mroźny blond i jedynie poprawiać co jakiś czas kolor na głowie, nie martwiąc się o żółte placki przypominające rozbite przez Justina Biebera jajka na drzwiach sąsiada. W sumie to jajo na włosach mogłoby mi wychodzić, pod warunkiem, że producenci farb i rozjaśniaczy dawaliby mi dwadzieścia kafli za każdym razem. Chcem, ale nie mogem. I nic nie zrobisz. 



2. BYĆ JAK ANJA RUBIK
(+10 kg, bez wady wymowy i wytrzeszczu oczu, no i mieć cycki rozmiaru C) 



Przeglądając strony ze zdjęciami modelek i blogi street fashion, za każdym razem podniecam się laskami o nogach długości ścian w moim mieszkaniu. Może trochę przesadzam, ale uważam rze kobiety o takiej figurze i wzroście wyglądają zajebiście nawet w zwykłych levisach i białym tiszercie. Nonszalancja, mają swój styl, nie silą się by być feszyn (kilka określeń z tego typu stron). No tak, zgadzam się w pełni, ale dziewczynka taka jak ja (metr pięćdziesiąt sześć w kapeluszu) z nigga kształtami nie uzyska takiego efektu jak one. Taaak. Kobiece kształty, zadek, na którym można położyć dwusetkę pigwy, talerz z dobrym żarciem i jeszcze nim zatrzęść, są sexy flexy. Ale to nie podaje chusteczki w przebieralni, kiedy pot spływa po czole, bo dziesiąta para spodni po przecenie jest OUT, dlatego że nie wchodzi powyżej ud. 



3. ŁADNIE ŚPIEWAĆ 
(nawet na poziomie "karaoke ze znajomymi")



Uwielbiam śpiewać, jak większość ludzi. Kiedy słyszę moją ulubioną piosenkę to od razu włącza mi się śpiewanie. Niestety (może nie do końca dla mnie, bo w głowie mam dość dobry głos) brzmi to jak rysowanie paznokciami po tablicy lub nieprzyjemny dźwięk styropianu. A jak dobrze by było wyjść na scenę i zaśpiewać jak Queen B... Like a diva! No ale cóż, kiedyś chciałabym pójść na lekcje śpiewu i nauczyć się wykorzystywać swój głos w trochę lepszy sposób - dla siebie. Podobno praktyka czyni mistrza. ;)




4. SMRÓD I ZACHOWANIE W ŚRODKACH PUBLICZNEGO TRANSPORTU



Mogłabym się o tym rozpisywać w nieskończoność. Widziałam już (najprawdopodobniej ludzkie) wymiociny latające z tyłu na przód i z przodu na tył, w małej reklamóweczce. Widziałam (niestety) w nich wszystkie kolory tęczy i niektóre warzywa. Yummy! Dzisiaj na przykład miałam obok siebie zgnity ogryzek jabłka (naprawdę nie wiem, jak można mieć apetyt wśród zapachu potu, stęchlizny i alkoholu) oraz pijanego dziadka na siedzeniu przede mną (zapach strawionej Amarenki jest naprawdę nie do opisania). Najlepsze jest to, że człowiek za opłatą, wymaga chociażby nie zostawiania śmieci po sobie i normalnego zachowania. Czasami przywożę do domu torebkę pełną chusteczek, papierków i innych śmieci i wyrzucam to najnormalniej na świecie w śmietniku. Jak Pan Buk nakazał. Naprawdę nie obce mi są tematy seksu, narkotyków, libacji i kłótnie z partnerem/partnerką. Mimo wszystko nie chce mi się słuchać o tym, że "wczoraj tak się zjarałam, że ja pierdole" (by gimbaza), "on chce się ruchać tylko bez gumki i boję się, że jestem w cionrzy, bo spóźnia mi się okres" (by dziewczynka lat 15), "wczoraj lizałam się z X na imprezie", "wyjebałem z kumplem litra i jeszcze poszliśmy po krowę na dojebanie". Nie chcem, a muszem. Według mnie powinno mieć się jakieś zasady i wiedzieć, kiedy można o danych tematach rozmawiać. Bo ja też wiele razy się "najebałam", "zjarałam" i pewnych rzeczy bałam, ale nie gadałam o tym w autobusie. ;) A co do tego smrodku to myjcie się, proszę. Bo co więcej się rozpisywać na temat zapaszków. 



5. BORZE, JAK JA DZISIAJ ŹLE WYGLĄDAM



Każda i każdy z nas ma ten problem. O nie, nie, nie dotyczy to tylko bloggerek (i bloggerów z bezradnymi męskimi nóżkami). Czasem nadchodzi taki dzień, że wstajesz rano i mimo starań nie wyglądasz dobrze. Ale jakich starań? Nie układają Ci się włosy? To umyj je/wyprostuj/zakręć. Masz wielkie wory pod oczami? Ja też mam ZAWSZE, mimo (okazyjnie) wielkiej tapety. Dlatego tu przypurdruję, tu podkreślę oczko na jakiś kolorek, a policzki musnę różem i już człowiek inaczej wygląda. Nie masz w co się ubrać? To ubierz to, w czym czujesz się jak pewna siebie kobieta/facet. 

Dobra, ale czasami jest taki dzień, że za chuja nic Ci się nie chce i masz wyjebane na wszystko. A potem patrzysz gdzieś na mieście/uczelni/w pracy w lustro i stawiasz sobie pytanie "Jak ja kurwa mogłam wyjść tak z domu?!". I tego dnia spotykasz wszystkich byłych chłopaków. Znasz to? Ja tak. 




TAKA SYTUACJA. 

Tym akcentem kończę moje głębokie, inteligentne i jakże poruszające serca wypowiedzi i przechodzę do zaprezentowania mnie na fociach, które robię na codzień. Tak zwany po bloggersku INSTAGRAM MIX.

#uczelnia #nudy


#ale ona naga #paznokcie


#codzienne śniadanko #zdrowo


#cziułała selfie #like a boy


#ale samojebka #bigmakeup


#polana #cheers


#ćwiczymy



#śpimy #nie #przeszkadzać #moje miłości


PS. Moja przyjaciółka powiedziała mi, że mam problem z głową, bo nie wie skąd bierze mi się to wszystko w głowie. Ale mam z nim nie walczyć. To mam walczyć w końcu, czy nie walczyć? Co to jest normalność?