wtorek, 10 grudnia 2013

Córka swojej matki - część I




Krótki wstęp

    Historia bardzo osobista, płynąca z głębi serca. Może dla niektórych zbyt osobista, ale jeszcze nie potrafię na tym etapie mojego życia pisać o sprawach błahych. W formie satyrycznej - owszem, na poważnie - to jeszcze nie ten etap. To przejdzie, tego nie widać na co dzień. Wylewam swoje myśli i emocje. Jeszcze niedawno myślałam, że to wszystko jest już przeterminowane. Kiedyś łudziłam się, że data ważności upłynie szybciej niż się mogę spodziewać. Tak bardzo się łudziłam.
    Treść bardzo osobista. Przez ponad rok zastanawiałam się czy udostępniać teksty tego typu publicznie na stronie, na której pokazuję swoją twarz i najprościej mówiąc - to co ubieram na co dzień. Typowa bloggerka modowa, która według opinii szerszej publiczności jest po prostu próżna. A ja chcę po prostu czegoś więcej. Nie do końca czerpię przyjemność z pokazywania jedynie swoich zdjęć i komentarzy typu ładny strój, świetnie w tym wyglądasz, piękna. Dziękuję, jest mi bardzo miło z tego powodu. Oczywiście, nie mogę oczekiwać niczego więcej, jeśli sama nie dam z siebie nic poza pokazywaniem jedynie opakowania.  Oceniając w ten sposób, jak można inaczej określić osobę, która interesuje się modą? Na pozór tylko modą, kawałkami materiałów. Tak bardzo niepotrzebną  i błahą sprawą w porównaniu do głodujących dzieci w Etiopii i bezrobocia w chorym kraju noszącym nazwę Polska. Poznajmy się, dopiero potem osądzajmy - tak będzie chyba lepiej dla nas wszystkich.
    Może te zdania nie powinny mieć miejsca w pierwszych akapitach, lecz stwierdziłam, że to będzie dobry  (mówiąc oczywiście jedynie subiektywnie) wstęp do tego co siedzi w mojej głowie - do tego co chcę Wam przekazać. Na pewno nie dowiecie się wszystkiego podczas czytania tego krótkiego tekstu. Na poważnie zajmę się tym po zamknięciu pewnego etapu, który już jest prawie na finiszu. Wiara (nie mylcie z religią) to wszystko, co mnie trzyma.

180 stopni


Przyjaciółka i mama - 2w1





    Poznałyśmy się 20 lat temu. Mimo dużej różnicy  wieku i wizualnych przeciwieństw, od razu poczułyśmy ogromną więź do siebie i obdarzyłyśmy się wielką miłością. Ta więź na pewno trwa już dłużej niż dwie dekady, bo w naszej sytuacji niemożliwym jest wcześniej się nie znać.
    Przyjaciółka, powierniczka sekretów, psycholog, autorytet - to naprawdę niewielka ilość słów jakimi można określić. Pewna siebie kobieta z ogromnym bagażem życiowym. Czasem nie mogę wyjść z podziwu nad jej osobą i przeczuciami, kiedy bezbłędnie odgaduje mój nastrój i cierpienie.
    Od zawsze byłyśmy ze sobą bardzo blisko. Co może znaczyć zawsze? Odkąd pamiętam i odkąd wszyscy tak mówią, tak będzie chyba poprawniej i bardziej zrozumiale. Wcześniej była nas trójka. Równo miesiąc temu minęły cztery lata. W ciągu trzech tygodni posypało się całe nasze dotychczasowe szczęście. Mój fundament.  Mój wzór miłości, małżeństwa, wzajemnego szacunku, przyjaźni między partnerami. Pamiętam jak już nie mogłam się doczekać po tym wszystkim ostatecznego zakończenia. Już nie chciałam widzieć, nie chciałam słyszeć, nie chciałam czuć. To wszystko było jak sen. Jak koszmar. A najgorsze z tego wszystkiego jest to, że pierwszy raz w życiu miałam wtedy wizję. Zobaczyłam to przed oczami. Na trzy tygodnie przed końcem. Na samym początku tej historii, a także końcu mojej definicji słowa wszystko. Bo wszystko wtedy wywróciło się do góry nogami. O sto osiemdziesiąt stopni. Potem znowu o tyle samo, bo wydawało mi się, że jest w porządku. Teraz stoję prawie prosto. Prawie.


Ciągła walka

    Usłyszałam kiedyś od osoby, która była mi bardzo bliska, że muszę się z tym pogodzić i zapomnieć. Co do tego drugiego, jestem na sto procent pewna, że się  p o   p r o s t u  nie da. No chyba, że uległabym jakiemuś wypadkowi (tfu, tfu, odpukać w niemalowane) i straciła pamięć. Ale to jest złudne, bo nie da się zapomnieć. Tyle wspomnień, rzeczy i tylu ludzi dookoła przypominających mi o Nim. Ale, ale... Jak pomyślę o pierwszej radzie, to poniekąd się tym stwierdzeniem, o pogodzeniu, zgadzam. Powoli, tempem ślimaka. W sumie teraz jak o tym myślę, to już z tym się pogodziłam. Pisząc o tym przypomniał mi się kawał o ślimaku i kobiecie. Może znacie? Dobra, może to wtrącenie było nie na miejscu poruszając tak głęboki i trudny temat. Sorki, to takie niesmaczne. Tak po prostu z tym wszystkim, hmm, walczę.  Ze sobą. Poczuciem humoru i uśmiechem. Pozytywnym spojrzeniem na jutro. Bo jak powiedział pewien mądry człowiek - "walczę sam ze sobą i całym światem". I co by się nie działo, myślę pozytywnie.


Ciąg dalszy nastąpi... Ciąg dalszy mojego życia. Ciąg dalszy historii od 2009 roku. 


2009 - przełomowy rok mojego życia, data którą wytatuowałam sobie na skórze.


    Nie mam pojęcia (nawet zielonego i pojęcia całej reszty palety barw) czy ktoś będzie chciał oglądać zdjęcia mojej osoby, pokazującej ciuszki i mizdrzącej się do obiektywu lustrzanki, a potem czytać smutne historie. Smutne według większości ludzi. A ja chcę Wam pokazać po prostu siebie. Nie tylko na podstawie zdjęć. Chcę po prostu pisać i się rozwijać. A pisanie jest dla mnie najlepszą terapią.



    Moje marzenia? Zajarać blanta podczas lotu na kosmos (to się dopiero nazywa latać! ;), rzucić pety na zawsze, pisać i mieć grono odbiorców, wydziarać sobie ciało, urodzić trójkę dzieci, wziąć ślub na plaży.  A no i żeby paznokcie mi się nie łamały tak jak teraz. I chciałabym jeszcze zapuścić włosy do połowy pleców. Marzeń mam więcej, ale to takie moje małe MUST HAVE rodem z bloga modowego. Sory, teraz powinnam mówić już lajfstajlowego, jeśli wstawiam tu swoje przemyślenia i wiersze. Ok.



Instagram

9 komentarzy:

  1. Takie słowa mają znaczenie! nie każdy potrafi dzielić się z nimi na forum publicznym, a i jesteś taka podobna do mamy!!!!!, nie chcę obrażać ale na konferencji pani od błyszczyków wydawała się tak pusta jak dno portfeli niektórych studentów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się z takich słów. Dziękuję :*

      Usuń
  2. Ja uwielbiam czytać wszystko, co pojawia się na blogach. To, że pokazujesz swój strój - ok, ale często chciałabym poczytać coś jeszcze. Opakowanie jest ciekawe, ale wnętrze jeszcze ciekawsze i jeśli ktoś poświęci trochę czasu - wiele się może nauczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ze względu na to, że baaardzo lubię Twój styl uważam, że powinnaś dzielić się swoimi przemyśleniami z innymi. Zresztą znasz moje zdanie :) mega + za odwagę. Oczywiście powyższy tekst bardzo mi się podoba! Love <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Love krove i w ogóle Ty wieeeeeeeshhhH!! <3 kCbm itd. :D

      Usuń
  4. Wiele osób przeżyło w swoim życiu ogromną zmianę i co za tym idzie - spore przeobrażenie. Zmianę nastawienia do świata zewnętrznego i wewnętrznego. Dni walki z myślami, rzeczywistością, aż w końcu samym/samą sobą, nienawiścią i wieloma innymi skrajnymi, oraz jakże wyniszczającymi, emocjami. Przeżywamy to na swój sposób, cierpiąc i usiłując się pogodzić z tym co nas spotkało, często spotykając się z niezrozumieniem, spłycaniem naszych problemów, niechęcią. W takich momentach nawet najbliższe osoby czasami okazują się najbardziej odległe. Jesteś urodziwą kobietą, która na pewno popełniła wiele błędów w swoim życiu i niejednego żałuje, ale trzymam za Ciebie kciuki. Dobrze, że pozbierałaś się po tym i teraz potrafisz otwarcie o tym mówić, grunt to nie zamknąć się w czterech ścianach. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację ze wszystkim co napisałaś/eś. Na szczęście zaprzestałam już żałowania swoich błędów, ponieważ każdy je popełnia w swoim życiu i staram się wyciągać z nich to, co może mnie nauczyć. Brzmi to wszystko tak, jakby to było łatwe do zrobienia, ale każdy, który postępuje tak jak ja, wie ile trzeba przejść, nim się dojdzie do takiego stanu. Pozdrawiam Cię serdecznie! :)

      Usuń
    2. Podbijam komentarz Anonima. U mnie takie spore przeobrażenie nastąpiło 3 lata temu. I dzięki Bogu, bo gdyby nie to to tkwiłabym nadal w ...
      Klauducha, cieszę się że napisałaś tego posta :) A skoro ciąg dalszy nastąpi to czekam!!!:)

      Usuń

"nie obrażam się na hejty jak na chmury za deszcz"
BISZ