wtorek, 17 stycznia 2017

Ja - trzynastka. XIII, 13, Mokosz



Siedemnasty stycznia...




         Miałam napisać posta trzynastego dnia stycznia, który przypadał tego roku w piątek. "Pechowy dzień", a jaki paradoks - przecież to nasz wspaniały piątek, weekendu początek! Co, może lepszy poniedziałek piętnastego niż piątek trzynastego? Nie. No wiedziałam, ale Wy przecież też. Spokojnie, w tym roku jeszcze, w miesiącu, w którym ja się urodziłam, też będzie piątek trzynastego. Zbieg okoliczności? Jakby odjąć mi dychę, to też wyjdzie trzynastka. Albo zbieg okoliczności, albo ja to trzynastka.
           Bardzo bliska mi osoba została pochowana 13-ego, w piątek, o godzinie 13.00, akt zgonu 113. Mów mi Mokosz.
          Teraz nachodzi mnie myśl - co ta trzynastka oznacza w moim życiu?
          Symbolem piątku trzynastego jest pewna bogini, która słynęła z roztaczania burz oraz seksualności. Temperamentna i erotyczna, chyba naprawdę zdążyłam ją polubić. "Celebracja kobiecości była zagrożeniem dla męskiego porządku świata." - a skąd ja to znam... Ah, wszędzie ta niesforna cielesność, poczucie strachu, wstyd i niepewność.

         Klasa. W mojej podstawówce, gimnazjum i liceum mieliśmy tylko klasy "A" i "B". Począwszy od najprymitywniejszej oznaki kultury, który mówi "dzień dobry/cześć", po mówienie prawdy i tylko prawdy, po całkowitą dwulicowość, posiadanie honoru, białe i czarne. Biała jest kartka, i czarna też może być. Miałam z dziewięć lat, "A" siedziała po lewej, "B" po prawej, ksiądz na przeciwko. Pokazał pustą kartkę papieru, przedzielił ją na pół i jedną stronę porysował flamastrem. Zadał pytanie: - Co widzisz? - Widzę białe i czarne. Kartka jest do połowy biała, do połowy czarna. - "A" odpowiedziała na pytanie. - Widzę pomazaną kartkę. - mruknął przekornie "B". - "Nie zgadzam się z wami. Może być tylko białe, albo czarne." - Wtedy przelała się szala goryczy i wszczęła się wielka dyskusja, która doprowadziła do wyproszenia szanownego pana księdza franciszkanina z domu oraz ostatni pokaz zeszytu z religii na "kolędzie" i również w moim życiu. Tak się "A" i "B" obruszyli, że i córkę nauczyli, otworzyli.
         Po co tu komu ten fałszywy wstyd? Z jednej strony udając szczerego człowieka, z drugiej natomiast ukrywając się za maską kryjącą wstyd, obłudę i kompleksy (spoko buntownik, nie Ty jeden ukrywasz się za jakąśtam maską, plastrem, oborą za miliony już monet).
         Podobno facet otwiera się... Kiedy otwiera kobiecie drzwi od samochodu w dwóch przypadkach - nowy samochód lub nowa kobieta. Wysiadać lub wsiadać do sportowych aut to koszmar, serio, chyba zacznę już nosić tylko dresy i air maxy, te niskie podwozia - dramat, zamiast szpilek i sukienek. Za dużo par pończoch już mam podartych.
         Albo otwiera się przed kobietą, kiedy już bywa "dziwnie i smutno", ale te drzwi otwierają się jedynie na kilka minut czatu. Panie Psie Ogrodnika, tak się nie robi. Sam wybrałeś sobie ten przydomek, wybierając Siebie.
          Czasami otwiera się jak Kot. Ja za kotami ogólnie nie przepadam, może dlatego, że jeszcze nie nigdy kota nie miałam. A Raków jeszcze nie próbowałam. Podobno jest rarytasem dla smakoszy i ma niepowtarzalny, soczysty smak. Prawdziwa delicja. Podobno. Na zewnątrz twarda, zarumieniona na czerwono skorupa i ostre szczypce. To by się zgadzało jak na razie. Po bokach ma rozmieszczone oczy, jak na słupkach. Może obserwować otoczenie w obrębie 180 stopni. Nie musiałam go próbować, by wiedzieć, że Rak jest bardzo delikatny, mimo swego twardego pancerza. Ten Rak, ma chyba uszkodzone szczypce, które są uznawane za cechę diagnostyczną przy rozpoznawaniu gatunków. Uszkodziłeś sam siebie? Chyba na złe Ci wyszedł ten poklask Green(chów), bo i tak równa się niczemu. Każdy ma swoje priorytety, no ale "Tylko bóg nas może sądzić". ;)

          Kto zrozumie to zrozumie, hee. ;) Najlepszy przyjaciel forewer powiedział mi dziś pewne słowa, które brzmiały następujco "Wow Klaudia, co za burzliwy okres przechodzisz teraz. Tyle myśli na raz.". Ale u mnie to tak zawsze, bo przecież słynę z roztaczania burz - mów mi Mokosz.


"Czasem, jak słucham niektórych ludzi, to myślę sobie: Serio? To jest ten plemnik, co wygrał?
- Maria Czubaszek






Z poważaniem,
Klaudia Maria Zgud

niedziela, 8 stycznia 2017

Adrenalina



Epinefryna

          Chciałabym iść do kina. W Polsce, dla jasności. Być tutaj mogę często, ale ja często być ochoty wcale nie mam. Najczęściej. Bo ja bym chciała właśnie na polską kinematografię. Jasne, mogę obejrzeć gdzieś na internetach, ale co tu porównywać internety do dużego ekranu. Takim, że aż w uszach jest czuć ten powiew wiatru, dźwięk pędzącego samochodu i uderzenia pięści (czasem pioruna), szept kochanka, ale to wszystko po polsku. Po mojemu. Pójść na przedstawienie, na film, na sztukę. Zrozumieć ten mrrrrr, mrrrauu i brrrrrr, brruuum. Odegrać sztukę, sam na sam lub razem. Sztukę, która stanowi estetyczny i dydaktyczny wydźwięk. Wiesz jaki. Do teatru i do kina. Słuchać, rozumieć bohaterów i wgłębić się w ten art. Sztukę po polsku, bo "art" to jednak jakiś-takiś nijaki w porównaniu do samego wydźwięku słowa "sztuka". Mojego wydźwięku. Ale to ja. Można, jakoś tam, i to nawet jakoś dobrze, ale wciąż niewystarczająco dla mnie. Mocno, głęboko, podświadomie.
Może nie powinnam być Klaudia-Maria, a "Ale-To-Ja". Aletoja, Ale, Ala. A, Adrenalina też może być. Ale już nie mogę tego rozpoznać.
          A może jednak Adrenaliny nie ma? Lub po prostu adrenaliny. Nadnercza już nie mają na co reagować, bo obiekt nie reaguje na bodźce. Reakcja na bodźce jest przede wszystkim na podstawie zmian temperatur, intensywności i składu chemicznego. Bodźce mechaniczne, też. Brzmi jak regułka, prawda? Bo regułką jest, prawdą rozumianą po latach. Co w biologii to nie zginie. Niepodejmowanie działania, które mogłoby podlegać ocenie. W psychologii też nic nie zginie, bo wszyscy jesteśmy jej poddani. I w matematyce, bo oceniamy działania, a te wyniki to klasówki.  A może jej nigdy nie było.
          Poddani. Pan. Pani. Komu poddani? Jemu? Jej? Każdy sam sobie?
          A może Pani "A" jednak jest. A może nie. A może obejrzę film? O szóstej rano, bo spać nie mogę. A myśli... Same "A" i "a". Wielkie i duże litery. Wzniosłe i prozaicznie. Ósmy stycznia, słońce jeszcze nie wzeszło, dwa tysiące siedemnasty. Początek roku pozycjonuje na równi z literą "A" w polskim abecadle. W tekstach staropolskich nosił nazwę obiecadło. A co to jest to "a"? Początek alfabetu na pewno. Czy obiecanki? Tych nie słucham. Bo początków to ja miałam już dużo. Obiecanek też. Początków wszystkiego - fajnego i chujowego. Obiecanek, tak samo w chuj dużo. Ładnie, brzydko lub normalnie powiedziane. Lub po mojemu. A w przekleństwach nic złego nie widzę. Przecież to ekspresywizmy. Trzeba tylko pamiętać co powiedział prof. Bralczyk - używane zbyt często, tracą swoją moc. A ja "mam tę moc". Byłoby szkoda, ale to jak ze wszystkim co wiąże się z pewną rutyną. Jest mi lżej jak jakaś "kurwa" poleci czasem z moich ust. A kto w ogóle wymyślił przekleństwa? Dlaczego "kurwa" nie jest "choinką"? Tak w temacie świąt. "Wazon" to nie "bongo", a "dupa" to nie "dobra laska"? Laska służy podpieraniu, kobieta jest laską, więc płeć żeńska jest kręgosłupem? Albo żebrem, jak Ewa. Nieśmiałość to zaprzeczenie odwagi? Nie. Wszystko nie. I tak. Lubię słowo "walka", "zdobywanie". Be a lion, not a sheep. Bo "walczę sam ze sobą i całym światem".
          Taki świat, przekleństwa, nasz słownik, świat małych i dużych ludzi. Świat prymitywów i inteligencji - często Ci pierwsi uosabiają się z tymi drugimi, to się nazywa pewność siebie. Można by było rzec - uczmy się, ale nie podążajmy.


Napisała, powiedziała, pomyślała, przeanalizowała - ja. Klaudia Maria Zgud

czwartek, 29 grudnia 2016

STOP - STATUS QUO - STOP




          Czas przerwać status quo. Nie podbijam swojej ceny. Jest nieskończona. Jest super, bo żyję zgodnie ze sobą.
          Jestem niezwykły. Twoja siła bezwładności w zupełności nie jest zwykłą siłą. Ta siła inercji, która w Tobie tak głęboko drzemie, nie jest w ogóle siłą. Bo nie istnieje. Nie wynika ona z żadnego oddziaływanie między ciałami. Żadnego. Siła, można tak powiedzieć, ale pozorna. Jest tylko pospolitym efektem wynikającym z przyspieszenia układu odniesienia. Czasem ten punkt odniesienia wzrasta, a wygląda na to, że jest on chyba mityczny. Ten punkt odniesienia, bo ulatuje w za szybkim tempie. Działa bezefektywnie.
          Nie będę już kruszyć kopii. Kto prawilny, ten prawilny. A ja chyba nie jestem.
          Ascendencie. Punkcie ekliptyki, astrologiczny wyrazie. Wyrazie smaku, wyrazie smaku życia. Smaku mej wyobraźni. Podobno wschodzisz w określonym momencie i miejscu na Ziemi. Niech to będzie 52.591091 szerokości geograficznej i 6.103545 długości geograficznej. Najbardziej czuły i najważniejszy, Punkcie.
          Tylko jaka jest Twa juliańska data?
          Ja jestem rakiem. Ascendentalnym tylko, ale urodzoną Wagą. Może dlatego w życiu ważę prawie każdego dnia. Ważę, mierzę, daję ocenę. Model swoim modelem. Cofam się, robię krok w przód, potem dwa, i znów jeden w tył. "Przynieś ogień, gdy dopadnie Ciebie chłód."
          Wszystko w życiu opiera się na dawaniu i odbieraniu. Wkładasz, wyjmujesz. Dajesz, odbierasz. Kompromis za kompromis, tylko wtedy to działa prawidłowo. A prawidłowo, to prawidłowo. Dla mnie. Jak zwał, tak zwał. Ja wiem jak zwiem.




Duńska korona - Tata, słoniki - Mama, nieskończoność - Ja.



Z uszanowaniem,
Klaudia Maria Zgud

I szczęśliwego Nowego Roku.